Aktualności
Artykuły
"Światło w filmie" - fragmenty książki
7 stycznia 2009 00:00
METALOHALOGENKOWE (HMI), KSENONOWE, FLUORESCENCYJNE I DIODOWE (LED)
ŹRÓDŁA OŚWIETLENIA
Rewolucja w oświetleniu nastąpiła w późnych latach 60., kiedy dla niemieckiej telewizji wyprodukowano wyładowcze lampy HMI. Ich główną zaletą była kolosalna przewaga mocy (pod względem lumenów w stosunku do watów) nad innymi źródłami światła. Ponadto charakteryzowały się zbalansowaniem koloru w świetle dziennym bez konieczności użycia filtrów.
HMI odmieniły rynek oświetleniowy, pozwalając na stosowanie mocniejszego sprzętu
przy niższym zużyciu energii elektrycznej, co przekładało się też na mniejszą ilość generatorów i kabli. Moc największych lamp (12K i 18K) równała się, bądź przekraczała moc zżerających energię łuków, a przy tym nie wymagała prądu stałego ani ciągłego nadzoru operatora.
Choć te solidne, wydajne urządzenia zaprojektowane były początkowo na użytek telewizji, filmowcy szybko docenili ich zalety. Kiedy jednak po raz pierwszy zastosowano je przy filmie, wszyscy byli przerażeni nierównym naświetleniem taśmy. Powód migotania znaleziono szybko: HMI to lampy łukowe, podobne do brutusów (węglowych lamp łukowych), tyle, że wymagające prądu przemiennego, a nie stałego. Moc lampy zmieniała się wraz ze spadkiem i wzrostem napięcia w cyklu prądu przemiennego; w rezultacie więc zmieniała się także moc światła.
Poza kilkoma wyjątkami (takimi jak używanie sprzętu PAL w kraju, w którym używa
się NTSC czy też zasilanie świateł z generatora o niekwarcowym synchronie), przy pracy z wideo nie stanowi to problemu, jako że oba systemy synchronizowane są z cyklem prądu przemiennego. W wypadku filmu synchronizacja ta jest często niemożliwa. Dziś wiemy, jakie warunki muszą być spełnione przy stosowaniu HMI, jednakże problemy te nałożyły wiele ograniczeń przy niektórych metodach filmowania, szczególnie przy wysokoczułej fotografii i przy pracy z monitorami live.
Tymczasem w 1982 roku film Łowca Androidów, z fantastycznymi zdjęciami Jordana
Cronenwetha, spopularyzował lampy ksenonowe. Jako lampa wyładowcza, jest ona kuzynką HMI i starszą siostrą ksenonowej lampy projekcyjnej, wykorzystywanej w kinach. To niezmiernie wydajne źródło światła, połączone z polerowanym reflektorem parabolicznym może dawać niezwykle silny i bardzo wąski, skoncentrowany strumień światła. Choć dość specyficzne w użyciu, lampy ksenonowe stanowią przydatne i efektywne narzędzie dla wielu
filmowców.
Rozwój lamp HMI bez efektu migotania i wyposażonych w elektroniczne, a nie mag-
netyczne stateczniki, usunął większość technicznych problemów związanych ze stosowaniem HMI w pracy z niskoczułą taśmą (off-speed filming). Pozostaje jednak jedna wada – pracując w trybie niwelującym migotanie, niektóre lampy wydają głośny szum, co może powodować obiekcje dźwiękowców.
Rewolucja w oświetleniu nastąpiła w późnych latach 60., kiedy dla niemieckiej telewizji wyprodukowano wyładowcze lampy HMI. Ich główną zaletą była kolosalna przewaga mocy (pod względem lumenów w stosunku do watów) nad innymi źródłami światła. Ponadto charakteryzowały się zbalansowaniem koloru w świetle dziennym bez konieczności użycia filtrów.
HMI odmieniły rynek oświetleniowy, pozwalając na stosowanie mocniejszego sprzętu
przy niższym zużyciu energii elektrycznej, co przekładało się też na mniejszą ilość generatorów i kabli. Moc największych lamp (12K i 18K) równała się, bądź przekraczała moc zżerających energię łuków, a przy tym nie wymagała prądu stałego ani ciągłego nadzoru operatora.
Choć te solidne, wydajne urządzenia zaprojektowane były początkowo na użytek telewizji, filmowcy szybko docenili ich zalety. Kiedy jednak po raz pierwszy zastosowano je przy filmie, wszyscy byli przerażeni nierównym naświetleniem taśmy. Powód migotania znaleziono szybko: HMI to lampy łukowe, podobne do brutusów (węglowych lamp łukowych), tyle, że wymagające prądu przemiennego, a nie stałego. Moc lampy zmieniała się wraz ze spadkiem i wzrostem napięcia w cyklu prądu przemiennego; w rezultacie więc zmieniała się także moc światła.
Poza kilkoma wyjątkami (takimi jak używanie sprzętu PAL w kraju, w którym używa
się NTSC czy też zasilanie świateł z generatora o niekwarcowym synchronie), przy pracy z wideo nie stanowi to problemu, jako że oba systemy synchronizowane są z cyklem prądu przemiennego. W wypadku filmu synchronizacja ta jest często niemożliwa. Dziś wiemy, jakie warunki muszą być spełnione przy stosowaniu HMI, jednakże problemy te nałożyły wiele ograniczeń przy niektórych metodach filmowania, szczególnie przy wysokoczułej fotografii i przy pracy z monitorami live.
Tymczasem w 1982 roku film Łowca Androidów, z fantastycznymi zdjęciami Jordana
Cronenwetha, spopularyzował lampy ksenonowe. Jako lampa wyładowcza, jest ona kuzynką HMI i starszą siostrą ksenonowej lampy projekcyjnej, wykorzystywanej w kinach. To niezmiernie wydajne źródło światła, połączone z polerowanym reflektorem parabolicznym może dawać niezwykle silny i bardzo wąski, skoncentrowany strumień światła. Choć dość specyficzne w użyciu, lampy ksenonowe stanowią przydatne i efektywne narzędzie dla wielu
filmowców.
Rozwój lamp HMI bez efektu migotania i wyposażonych w elektroniczne, a nie mag-
netyczne stateczniki, usunął większość technicznych problemów związanych ze stosowaniem HMI w pracy z niskoczułą taśmą (off-speed filming). Pozostaje jednak jedna wada – pracując w trybie niwelującym migotanie, niektóre lampy wydają głośny szum, co może powodować obiekcje dźwiękowców.
Newsletter
Zapisz się do newslettera:

