"Światło w filmie" - fragmenty książki
Poniżej prezentujemy fragmenty książki p.t. "Światło w filmie".
Wydawcą książki jest Wydawnictwo Wojciech Marzec, a portal
internetowy FILMOWIEC.PL jest jednym z jej patronów. Pozycja ta
będzie miała premierę już w najbliższych dniach. Oczywiście, będzie
można zakupić ją także poprzez nasz portal.
ŚWIATŁO W FILMIE
Autor: Blain Brown
WPROWADZENIE SZTUCZNEGO OŚWIETLENIA
Całymi latami operatorzy z tęsknotą spoglądali na kompaktowe,
uniwersalne lampy
żarowe (zwane też wówczas lampami Mazda). Lampy te były dostępne,
ale ich przydatność była nikła – użycie udaremniała czułość
spektralna ówczesnych taśm filmowych, niemalże całkowicie
niewrażliwych na czerwień. Nawet obiekty o nieznacznie czerwonym
zabarwieniu na zdjęciach ukazywały się czarne. Wolframowe żarówki
miały (i do dziś mają) silnie czerwony odcień światła.
Wprowadzenie w 1927 roku taśm czułych na wszystkie widzialne
długości fal (stąd ich nazwa – panchromatyczne) radykalnie
odmieniło możliwości oświetleniowe. Taśmy te były kompatybilne z
żarówkami wolframowymi, co miało wiele zalet, w tym znaczne
obniżenie kosztów produkcji. Zrealizowany w 1929 roku przez
Universal film Broadway, którego ope-ratorem był Hal Mohr, był
pierwszym filmem całkowicie oświetlonym światłem żarowym.
Kierownictwo studiów widziało w nowej technologii szansę na zysk–
oświetlenie planu można było teraz włączyć jednym guzikiem. Reakcja
księgowych wytwórni (a istnieli nawet wtedy) na ten nowy,
ekonomiczny typ lamp była tak entuzjastyczna, że w niektórych
stu-diach użycie lamp łukowych było zabronione, poza szczególnymi
sytuacjami, w których i tak potrzebne były specjalne pozwolenia.
Wraz z nadejściem dźwięku, kamery uwięzione zostały w nieruchomych,
dźwiękoszczelnych „lodówkach”. Brak silnych lamp łukowych, które
stworzyłyby mocny efekt świetlny, a także niezwykle statyczna praca
kamery spowo-
dowały, że obraz wielu powstających wtedy filmów był matowy i
stłumiony.
Producenci lamp łukowych odpowiedzieli na to wyzwanie lampami,
które także były kom-patybilne z panchromatycznymi taśmami. Mimo
wszystko jednak światła łukowe były (takjak i dziś) nieporęczne a
ich obsługa pracochłonna. Ostatecznym ciosem dla nich było
pojawienie się lamp wyładowczych HMI, wydajniejszych i
niewymagających osobnego operatora.
Główną wadą światła żarowego było (i nadal jest) to, że z zasady
jest dużo słabsze niż światło lamp z łukiem węglowym. Potrzeba
zwiększenia do maksimum możliwości żarówek zaowocowała pojawieniem
się udoskonalonych reflektorów, wykonanych z polerowanych
lustrzanych szkieł. Lampy oparte o tę technologię zwane były czasem
„strzelbami” („rifle”), jako że dawały światło niezwykle jasne,
ostre i długie. Niestety, choć wydajne, trudno było
je regulować; stanowiły jedynie źródło surowego światła. Operatorzy
zaś chcieli lamp o większej mocy, ale umożliwiających sterowanie
szerokością i intensywnością strumienia.
Dzięki wprowadzonym w 1934 roku soczewkom Fresnela (schodkowym)
sprzęt oświetle-
niowy osiągnął kształt, który praktycznie nie zmienił się do
dziś.
Po pojawieniu się technologii trójbarwnego Technicoloru w filmie
Becky Sharp z 1935 roku, lampy łukowe wróciły do łask. Technicolor
wymagał dystrybucji spektralnej podobnej do tej, jaką daje
naturalne światło dzienne, a lampy żarowe do tego się nie nadawały.
Jednocześnie producentom łuków udało się znacznie wyciszyć lampy.
Tak więc łuki węglowe o białym płomieniu, wytwarzające światło
podobne do dziennego i operujące ogromną mocą powróciły na plan.
Dzięki nowym soczewkom Fresnela były też bardziej sterowne.
Rozpoczęły się lata świetności łuków węglowych. Przede wszystkim
posiadały one odpowiednio zbalansowany kolor. Poza tym Technicolor
– proces, w którym obraz z obiektywu rozbijany był przez pryzmat na
trzy wiązki rejestrowane na trzech osobnych błonach – wymagał
niezwykle silnych świateł. Łuki doskonale się tu sprawdzały.
Niektóre z pierwszych filmów w Technicolorze oświetlane były tak
mocno, że topiły wieka fortepianów, a dzieci (zwłaszcza Shirley
Temple) z trudnością znosiły upał, który panował na planie.
Użycie lamp żarowych do pracy w kolorze wymagało poświęcenia
niemalże połowy
światła na filtry. Wykorzystanie ich przy filmach kolorowych było
więc bardzo ograniczone, ale nadal znajdowały zastosowanie przy
taśmie czarno-białej, a później w telewizji.


