Odkurzanie czyli film bez kosztow cz. I
Odkurzanie czyli film bez kosztów. (czesc 1 cyklu o
amatorskim studio)
Chcesz spróbowac swoich sil w tworzeniu filmów, ale nie masz
chwilowo na zbyciu tych paru tysiecy na kamere DV i karte
montazowa? Nie ma problemu. Od razu zaznaczam - efekty mozliwe do
uzyskania za pomoca technik jakie bedziemy tu opisywac nie
dorównaja jakoscia produkcjom wykonanym na sprzecie pro i
pólprofesjonalnym, ale mysle, ze za mozliwosc nieograniczonej
ekspresji bez inwestycji warto zaplacic cene nieco zmniejszonej
rozdzielczosci. Poza tym to swietna zabawa.
Algorytm dzialania jest nastepujacy:
Punkt pierwszy. Przeszukac pokój w poszukiwaniu pokrowca od kamery.
Powtórzyc dla wszystkich swoich pokojów.
Jesli pokrowiec znalazl sie, przejsc do punktu drugiego, jesli nie,
powtarzac punkt pierwszy dla wszystich swoich znajomych (Uwaga,
autor nie bierze odpowiedzialnosci za skutki zbyt gorliwego
przeszukiwania pomieszczen nalezacych do dalszych znajomych).
Punkt drugi. Po wstepnym odkurzeniu pokrowca ostroznie otworzyc -
sprawdzic czy przedmiot znajdujacy sie wewnatrz wyglada jak kamera
wideo. Jezeli nie, spróbowac zetrzec warstwe kurzu, powtórzyc test.
Gdy pomimo odkurzenia zawartosc pokrowca wciaz uparcie nie chce nie
przypominac kamery, wrócic do punktu pierwszego.
Moze nie jest to najszybsza metoda na rozpoczecie kariery filmowca,
ale na pewno jest jedna z tanszych i przy odpowiedniej dozie
samozaparcia powinna byc skuteczna. Aha, jezeli nasi znajomi
przypadkowo porozumiewaja sie zrozumialym dla nas dialektem, mozna
do nich po prostu zadzwonic i spytac, czy nie maja kamery wideo.
Niektórzy co prawda moga ze wstydu, ze ich kamera nie widziala
swiatla od cwierc wieku zaprzeczac jej istnieniu (tu przewaga
metody pierwszej jest jednak zauwazalna ;), ale mysle, ze predzej
czy pózniej uda nam sie znalezc kogos kto owszem posiada jakas
kamere, ale nie wie o niej nic poza tym, ze jest przestarzala. I
dokladnie na ten moment czekamy. Naturalnie jezeli znajdziemy
znajomego który na czas swojego pólrocznego pobytu w stanach
pozyczy nam swoja nowa XM-1, to tez nie ma sie czym przejmowac, pan
z lombardu chetnie sie zamieni. Oczywiscie zartuje, im lepszym
sprzetem dysponujemy tym lepiej, zmierzam jednak do tego, ze do
naszej zabawy wystarczy naprawde, naprawde slaby sprzet. Do naszych
potrzeb wystarczy zeby kamera potrafila nagrywac i odtwarzac.
Bardzo wskazane jest tez, zeby byla sprawna - naprawa bedzie
kosztowac pewnie tyle co nowa.
Jezeli mamy juz kamere - jestesmy w polowie drogi.
Bedziemy potrzebowac takze komputera. Mozna sie tego bylo
spodziewac, prawda? Wbrew popularnemu mitowi nie bedzie jednak
potrzebna wcale zadna super-maszyna. Co prawda od przybytku glowa
nie boli, ale bedziemy pracowac na ˝ rozdzielczosci PAL - czyli
komputer bedzie mial cztery razy mniej danych do przetworzenia niz
przy pracy na materiale DV. Wygodna praca zaczynac sie bedzie
gdzies kolo PII 500, ale przy odpowiedniej gimnastyce ... kilka
filmików popelnilem na P233MMX (!!!). Oprócz procesora kluczowe
znaczenie ma tu dysk. Wideo jest bardzo dyskozerne - zeby zmontowac
parominutowy teledysk potrzebowalem cos kolo 3 giga miejsca na
dysku. Panowie pracujacy na DV pewnie sie teraz smieja pod nosem -
'to ma byc duzo?'. Ale techniki amatorskie kocham wlasnie za to, ze
jezeli nie starcza nam na sprzecie, zawsze mozna obnizyc jakosc i
uzyc tego co sie ma. Inny teledysk, trwajacy cztery minuty,
zmontowalem rok wczesniej majac 2,5 giga ... calego dysku, razem z
systemem operacyjnym i wszystkimi programami.

