Rozkręcam kamerę VXx000
Artykuł ten nie jest przewodnikiem po wnętrzu kamery. Nie powinien również zachęcać do eksperymentów, które powinny być domeną tylko specjalizowanych serwisów. Czasem jednak życie zmusza do szaleńczych kroków. W ostateczności gotowi jesteśmy na wszystko. Nawet zniszczyć kamerę. Dlaczego? Zachęcam więc do zapoznania się z dwoma przypadkami z życia moich kamer.
(I żywot) Kiedy chciałem upewnić się, że nie uszkodzę czegokolwiek w Sony V800 (1993 rok?) podczas mocowania jej na nietypowym statywie, nagle omsknął mi się śrubokręt i przykręcany wkręt wpadł do kamery (uwaga - przez otwór mocujący i krępujący mniejszy bolec statywu). Przechylanie kamery i wypatrywanie przez kieszeń kasety nie dały rezultatu. Oddałem kamerę do Serwisu w W-wie. Niczego nie znaleźli i... wystawili rachunek. Niepokoiło mnie to. Postanowiłem więc sprawdzić sam. Z duszą na ramieniu rozmontowałem kamerę. Coś mi podpowiadało, by kręcić tylko tymi śrubeczkami, które są oznaczone strzałkami. Ku mojej wielkiej radości znalazłem wkręt zakleszczony w trybikach mechanizmu przewijania taśmy.
Wówczas zrozumiałem, ktoś ją przeoczył. Dlaczego?
Od tamtego czasu udało mi się rozebrać i złożyć wiele modeli kamer a nawet zdiagnozować "nieuleczalne" choroby, które (jak na złość) nie chcą się ujawnić w serwisie. Najprzyjemniejsze w rozbieraniu były kamery Sony. Wytwory Canona niewiele chciały pokazać bez rozłączania tasiemek. Niektóre szlachetne kamery ujawniły swoje "inne" pochodzenie.
Do czego zmierzam?
Serwis nie może zdiagnozować uszkodzenia. Wystawia rachunki nawet za leżakowanie. A kamera nadal fiksuje. Nie da się pracować. Szukamy więc pomocy u zaprzyjaźnionego elektronika-mechanika z zamiłowania. W wielu przypadkach w ogóle nie trzeba zaglądać pod obudowę, by trafnie określić przyczynę "dolegliwości" kamery. Uzyskawszy diagnozę udajemy się do serwisu i przedstawiamy nasze sugestie jako usterkę (wówczas nasze uwagi zostaną zapisane). Istnieje wielkie prawdopodobieństwo pomyślnej naprawy. Nie zawsze jednak trafimy na entuzjastę techniki video, który zdiagnozuje nasz przypadek. Postanowiłem więc szczegółowo opisać moją walkę o kamerę i pomóc tym, którzy jeszcze nie zostali wpuszczeni w maliny, czyli szczęśliwie nie doświadczyli "ciemności" w wizjerze Sony.
Czarny wizjer nie tylko w SONY VX1000
(II żywot) Jest 1997 rok. Filmuję życzenia po ślubie kościelnym. Młodzi kierują się ku pojazdowi. Chcę zmienić plan - filmować od strony samochodu. Podbiegam, jak zwykłem to czynić, bez wyłączania nagrywania. Przecież później wrzucam materiał na montaż. Spoglądam w wizjer - czarno. Wyłączyłem przypadkowo kamerę, myślę. W kamerach Sony jest to możliwe, nieostrożny ruch kciukiem i przełącznik przeskakuje na LOCK. Patrzę - nic z tych rzeczy. Szybki rzut oka na ciekłokrystaliczny wyświetlacz i stwierdzam, że kamera chyba nagrywa. Rzut oka na kasetę - kręci się. Zwątpiłem. Młoda para tuż tuż. Nic, filmuję na oślep. Co widzi kamera, zastanawiam się. Dla pewności ustawiam szeroki plan (odjazd zoomem), nasłuchuję pracę serwa. Młodzi odjeżdżają. Wskakuję na Rover i gnam przed salę weselną. Młodzi tuż za mną. Próbuję włączać/wyłączać kamerę. Ruszam nerwowo wizjerem. Nadal czarno. Zdesperowany udaję zadowolonego i z zaangażowaniem filmuję. Gdy wesele nieco zwolniło, spokojnie manewruję wizjerem i dziwnym trafem udaje mi się uzyskać podgląd w najniższej pozycji wizjera. Odetchnąłem. Na szczęście awaria wizjera nie miała wpływu na rejestrację nagrania.
Serwis oświadcza.
Konieczna wymiana wizjera. Pytam o cenę, bowiem kamera jest już po gwarancji i ... natychmiast ją zabieram. Za taką cenę można było wtedy znaleźć VX700!!!
Przygotowuję domowy warsztat.
Podejrzewam, że kamera jest bardziej złożona od analogowej VX1 (tam odnalazłem kilka foliowych płytek obustronnie zadrukowanych jedna przy drugiej). Zatem bardziej ryzykuję, więc lepiej się przygotowuję. Dbam o: 1) dużo przestrzeni na stole; 2) dobre równomierne dzienne oświetlenie; 3) dojście do kamery z każdej strony bez konieczności jej obracania; 4) latarkę pod ręką; 5) komplet małych śrubokręcików, szczypce, sprężone powietrze (do wydmuchiwania kurzu), szkło powiększające, pudełeczka na śrubeczki; 6) kartki papieru i długopis pod ręką.
Ważne - jestem po dobrze przespanej nocy, pozbywam się wszystkich domowników. Zaczynam po drugim śniadaniu i mam pod ręką coś do picia. Jeszcze jedno - ściągam dywan z podłogi, bawełnianę koszulę zarzucam na siebie i ...
...startuję.
- Sprawdzam dla pewności, czy w kamerze nie ma kasety.
- Odłączam wszelkie zasilanie (z akumulatorami włącznie).
- Odnajduję czarne śrubki oznaczone strzałkami i je odkręcam. Na wszelki wypadek na kartkach rysuję, skąd którą śrubkę odkręcam i specjalnie oznaczam przez odpowiednie umieszczenie w znakowanych pojemniczkach. Z doświadczenia wiem, że mogą być różnej wielkości, oraz że lepiej się wkręcają te, które w dane miejsce były już wcześniej wkręcone. Szkło powiększające pomaga mi odnaleźć niektóre strzałeczki. Nie należy na siłę rozciągać obudowy. Gdy są odkręcone wszystkie śrubki, połówki obudowy same łatwo się rozchodzą.
Rozchylam obudowę. Obserwuję okolice wizjera. Podejrzanie wygląda tasiemka łącząca wizjer z kamerą. Taka wygięta (przecież ciągle jest naprężona, wnioskuję), przy ruszanie wizjerem wciąż się przygina i odgina. Pada podejrzenie na tę tasiemkę. Postanawiam ją odłączyć i sprawdzić. Wcześniej jednak rysuję sobie schemat mocowania wizjera (szczególnie przemieszczających się elementów). Dobrze, że to zrobiłem. By wyciągnąć tasiemkę, należy wyjąć wizjer, a tu się nagle coś samo rozsypuje. Zapamiętuję położenie i wszelkie wygięcia tasiemki. Następnie delikatnie wysuwam ją ze złączek (uwaga, złączki są strasznie mizerne i chętne łatwo się uszkodzić).
Diagnoza zatem postawiona.
Uszkodzona tasiemka. Nie jestem tego w stanie naprawić. Opróżniam regał i warsztat wraz z kamerą ląduje w regale na dobre tygodnie.
W serwisie oświadczają, że nie ma takiej części zamiennej. Tylko kompletny wizjer. Ponadto sugerują, bym kamerę przyniósł do naprawy, bo to z pewnością nie jest sprawa wizjera czy tej tasiemki. [...] Przypominam sobie wówczas, komu wyświadczyłem przysługę i ten ktoś znajduje się w dalekim świecie. Telefon do Ireny i po dwóch tygodniach otrzymuję tasiemkę za jakieś 150$ (teraz podobno jest tańsza).
Zamocowanie tasiemki i złożenie kamery zajęło mi tylko 3 godziny. Wszystko działało aż do 2000 roku. I znowu "widzę ciemność". Wiem, że jest to błąd konstrukcyjny nie tylko VX1000. Nie wiem tylko, czy nie został on powielony w VX2000.
Post scriptum. Jestem może nieostrożny. Nie powinienem zachęcać do grzebania w kamerze. Proszę więc, by każdy z czytających wiedział, że jeśli dobiera się do kamery, czyni to na swoją odpowiedzialność. Naraża się również na konsekwencje uszkodzenia procesora i innych czułych układów w wyniku przeskoku chociażby niezauważalnej iskry z dłoni.

