Canon DM-XM1, nietypowy test
Artykuł ten nie będzie wyglądał jak typowy test sprzętu, który spotykamy np. w miesięcznikach opisujących tematykę video. Będzie raczej zawierał ciekawostki i spostrzeżenia, których nie spotkamy w tego typu publikacjach. Dotyczyć ma kamwidu firmy Canon, a dokładniej modelu DM-XM1. Model ten wywołał ostatnio spore zamieszanie wśród wielu entuzjastów wideofilmowania. Jego cena i jakość sprawiły, że wielu amatorów zrezygnowało z innych, może nawet bardziej sprawdzonych modeli, na rzecz właśnie tego. Czy słusznie?
OGÓLNIE:
System MiniDV, 3CCD 1/4" o liczbie pixeli 320 000, 20xZOOM optyczny 4.2 - 84mm, jasność obiektywu F1.6 - F2.9, kolorowy wizjer 0.55” zawierający 180 000 pixeli, 2.5” ekran LCD 122 000 pixeli. Doskonały obraz i dźwięk.
OPTYKA:
Wspaniały obiektyw, który ostro rysuje nawet przy maksymalnym otworze przysłony. Nie zauważa się przy tym żadnych „rozmyć”, które miały miejsce np. w Sony VX1000. Jednak tryb AutoFocus działa trochę wolniej w stosunku do modeli takich jak np.: Panasonic NV-DX100/110 i Sony TRV900. Zauważyłem również, że w trakcie zoom’owania nie można korzystać z ręcznej regulacji ostrości. Związane jest to z konstrukcją samego obiektywu, która sprawia, że nie „rozjeżdża” nam się ostrość, mimo zastosowania aż 20-krotnego zoom’u. Sama zaś praca w trybie ManualFocus jest bardzo przyjemna, a wszystko za sprawą dużego i wygodnego pierścienia. Aby przejść w tryb ManualFocus nie trzeba wcale używać przycisku dotyczącego tego trybu, wystarczy tylko lekko obrócić pierścień ostrości i kamera sama automatycznie przechodzi w tryb pracy ręcznej. Kiedy przestajemy obracać pierścieniem, wówczas już po ok. 1 sekundzie kamera automatycznie przełącza się w tryb AutoFocus. Funkcja ta jest rzadko spotykana w innych modelach kamer. Prawdopodobnie dawny model Panasonic’a NV-DA1 również posiada taką funkcję.
Jak już jesteśmy przy optyce to mała, praktyczna uwaga dotycząca przesłony w całym zakresie ogniskowej (zoom’u). Podczas filmowania w ekstremalnych warunkach, tzn. przy słabym oświetleniu (warunki pokojowe) kiedy kamera pracuje na granicy swoich możliwości starajmy się nie wykorzystywać maksymalnego najazdu optycznego. Dojechanie do końca zakresu w granicach 84mm powoduje, że jasność obiektywu spada do wartości F2.9. Teraz załóżmy, że nasza kamera pracuje w takich warunkach, w których wartość migawki wynosi 1/50sek, wzmocnienie +9dB, a przysłona, właśnie „na szerokim kącie”, wynosi F1.6. To w takim przypadku najazd optyczny do końca zakresu spowoduje właśnie to przymknięcie przysłony do wartości F2.9, co spowoduje zmianę wzmocnienia z wartości +9 na +12dB. To nie jest jeszcze takie widoczne, ale kiedy wystąpią warunki, dla których automatyka ustawi parametry ekspozycji w następujący sposób: 1/50s; +12dB; pełna jasność obiektywu F1.6 (granica pracy danego modelu), to w takiej sytuacji maksymalne zbliżenie, przez które jasność obiektywu spadnie do F2.9, spowoduje przyciemnienie obrazu, co już odbierzemy jako coś niemiłego dla oczu. Dlatego w słabym oświetleniu korzystajmy tylko maksymalnie do 3/4 zakresu zoom’u. Przecież inne konkurencyjne modele mają tylko 10 bądź 12-krotny maksymalny zakres, a przecież w tych modelach występuje również taka sama sytuacja, ale nie o tym miałem pisać. To była praktyczna uwaga dotycząca wszystkich modeli kamer.
Canon XM1 ma bardzo dobrze funkcjonujący stabilizator obrazu. Jest to naprawdę szczyt wśród wszystkich dostępnych na rynku modeli. Mimo 20-krotnego zoom’u kamerą można filmować bez żadnych mocniejszych szarpnięć i skoków obrazu. Odnosimy wrażenie wręcz „pływającego” obrazu, przez co film zyskuje na profesjonalności. Warto przy tym wspomnieć, że Canon zastosował tu system, który od poprzedniego różni się dodatkowym czujnikiem zbierającym dane o wstrząsach małej częstotliwości bezpośrednio z przetworników CCD. Zatem soczewki stabilizatora reagują na informacje z czujnika mechanicznego (żyroskop) i elektronicznego. Sprawia to, że stabilizowane są również drgania od 0.3 do 25Hz.
DŹWIĘK:
Podstawową wadą tego modelu jest brak ręcznej kontroli poziomu zapisu dźwięku. Ale kamera wcale przez to nie traci na atrakcyjności, ponieważ jest wiele firm, które oferują specjalne podstawy umożliwiające właśnie kontrolę poziomu zapisu dźwięku, a przy tym również podłączenie profesjonalnych mikrofonów. Przez co jeszcze zwiększamy możliwości naszego sprzętu.
Dźwięk pochodzący z wbudowanego mikrofonu charakteryzuje się dużą przestrzenią i dość soczystym basem. Jednym sprawia to przyjemność, inni zaś uciekają się do różnych metod wyeliminowania go z zakresu zarejestrowanych częstotliwości akustycznych. Nie posiadając żadnych dodatkowych mikrofonów możemy zrobić to tylko w jeden sposób, mianowicie włączyć w menu funkcję filtra wietrznego. Nie jest to dobrym rozwiązaniem, gdyż filtr ten obcina częstotliwości poniżej 200Hz (niskie), przez co charakterystyka dźwięku staje się „płaska”. Jest jeszcze jedna opcja w menu dotycząca dźwięku, występuje pod hasłem ATT. Włączenie jej powoduje zmniejszenie czułości mikrofonu o 12dB (ok. 4-krotnie ciszej) a to jest już dużo, i tak w ogóle uaktywnia się ją tylko w przypadku używania zewnętrznego mikrofonu (opcję ATT uruchamiamy kiedy podłączamy zewnętrzny mikrofon). Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem wydaje się dokupienie zewnętrznego mikrofonu, np. kierunkowego.
CIEKAWOSTKA DOTYCZĄCA TRYBU PHOTO i FRAME:
Z pewnością tryb PHOTO w tym modelu wszyscy kojarzą z ProgressiveScan zastosowanym np. w Sony, JVC. Gdzie właśnie ten progresywny system polega na zapisaniu fotografii zawierającej 100% informacji o obrazie, tzn. na jedną pełną klatkę składają się dwa półobrazy - wszystkie linie parzyste i nieparzyste. Tryb PHOTO i FRAME zastosowany w Canon XM1, XL1 jak również np. w Panasonic DX100/110, DX1 różni się nieco od wyżej opisanego. Tutaj do tworzenia klatek obrazu wykorzystywane jest 3/4 informacji o obrazie a 1/4 jest interpolowana. Taki zabieg pozwala osiągnąć 1.5 razy większą rozdzielczość pionową obrazu, przez co uzyskujemy wyższą jakość stop-klatek, ale nie tak wysoką jak w przypadku kamer wyposażonych w funkcję ProgressiveScan (osiągają 2-krotnie większą rozdzielczość pionową obrazu). Tryb FRAME daje możliwość niedostępną w przypadku ProgressiveScan, mianowicie umożliwia zapis pełnych 25 obrazów/sek, przez co możemy uzyskać efekt kamery filmowej albo wykorzystać to do śledzenia w zwolnionym tempie szybko poruszających się obiektów (głównie filmy przyrodnicze i sport). W trybie FRAME nie występuje zmniejszenie czułości kamery, jak to ma miejsce w przypadku ProgressiveScan.
Kamwid ten umożliwia PEŁNĄ kontrolę parametrów obrazu: ostrość, migawka (1/50 - 1/16000), przysłona (f/1,6 - f/11), wzmocnienie (0dB, +3dB, +6dB, +12dB), balans bieli a także odcień barwy obrazu. Znajduje się tu również funkcja AE Shift, czyli korekta ekspozycji z wartościami (+2,0 +1,5 +1,25 +1,0 +0,75 +0,5 +0,25 ±0 -0,25 -0,5 -0,75 -1,0 -1,25 -1,5 -2,0).
Kontrola ekspozycji jest tak zrobiona, że wszystkie parametry możemy regulować oddzielnie a nie np. przysłona w połączeniu ze wzmocnieniem lub jeszcze inne wynalazki. Podczas pełnego trybu ręcznego mamy pewną pomoc automatyki, mianowicie nad wartościami regulowanych ekspozycji ukazana jest „listwa” z „kroczącym” punktem, który wskazuje parametry widziane w danej chwili przez automatykę. Dużym udogodnieniem podczas pracy w trybie Manual jest z pewnością funkcja Zebra.
W przypadku balansu bieli, to jak zwykle, są cztery opcje: automat, do filmowania wewnątrz przy świetle żarówek (za ciepłe barwy), na zewnątrz i wybielanie. To wybielanie np. w Panasonic’u odbywało się tak, że przycisk musieliśmy trzymać do momentu kiedy przestał migać w wizjerze symbol wybielania. W tym modelu wystarczy tylko wcisnąć na krótką chwilę przycisk i automatyka dalej sama wybiela do momentu kiedy wskaźnik przestanie migać. Automatyczny balans sprawuje się doskonale, ale tylko w warunkach jednolitego oświetlenia. Jednak gdy trafimy na warunki kiedy pomieszczenie oświetlone jest żarówkami, a przez okno wpadają promienie słońca, to wówczas koniecznie należy skorzystać z ręcznego wybielania. Automatyka może nas tu zawieść i to nie tylko w tym modelu.
Dostępne wartości migawki:
1/50s, 60, 75, 90, 120, 150, 180, 210, 250, 300, 350, 400, 500, 600, 700, 800, 1000, 1200, 1400, 1600, 2000, 2400, 2800, 3200, 4000, 8000, 1/16000s
i przysłony:
F1.6*, 1.8*, 2*, 2.2*, 2.4*, 2.6*, 2.8, 3.2, 3.4, 3.7, 4, 4.4, 4.8, 5.2, 5.6, 6.2, 6.7, 7.3, 8, 8.7, 9.5, 10, 11 i całkowite zamknięcie przysłony (wartości z * są niedostępne w przypadku używania długiej ogniskowej TELE, to o czym wcześniej wspominałem).
Wszystkie te wartości dostępne są w trakcie pracy pełnej automatyki bądź pełnej kontroli ręcznej, czyli tryb MANUAL. Natomiast przy korzystaniu z trybu preselekcji migawki, tych wartości jest mniej, np. 1/50 i następna wartość to już 1/120s.
Brakuje tu jednak wartości migawki dłuższych od 1/50s, mianowicie 1/25, 1/12 itd., które są w TRV900 i XL1. Zwiększyłoby to ostateczną czułość kamery, jak również przybyłby nam efekt smużenia, tak często wykorzystywany w teledyskach.
Jak wiadomo każdy przetwornik CCD nie „lubi” zbyt silnego światła. W związku z tym w kamerze znajduje się szary filtr ND, który włączany jest ręcznie. Automatyka sama sugeruje kiedy należy go włączyć bądź wyłączyć (napis ND/On bądź ND/Off). W modelu XM1 filtr ten ma współczynnik 4.5 stopnia, tzn. że o ponad 4 stopnie ekspozycji zmniejsza natężenie wpadającego przez obiektyw światła. W kamerze Sony TRV900 filtr ND ma współczynnik tylko 2.5.
PEWNE PARAMETRY ZWIĄZANE Z CZASEM:
Kamera ta ma dość wolno reagujący na polecenia napęd MiniDV. Myślę, że jest to pewien nacisk na trwałość mechanizmów, które w tym przypadku nie są wysilone. Samo uruchomienie kamery od momentu włączenia do nagrywania trwa 8 sekund. Zaś rozpoczęcie nagrywania w trybie Stand-By, od momentu wciśnięcia czerwonego przycisku REC, odbywa się po prawie 1 sek.
Również długo trwa wkładanie i wyjmowanie kasetki, ok. 10 sek. zajmuje wyjęcie i następne 11 sek. włożenie, co w sumie zabiera 21 sek. W Sony TRV900 to wszystko trwa zaledwie 16 sek. A mówiło się, że „staruszek” Sony VX1000 ma wolny system ładowania kasetki.
Kamera ta pobiera ok. 39% więcej energii niż Sony TRV900 i VX2000. XM1 (6.7 W i 7.4W z LCD) zaś TRV900 (4.1W i 5.2W z LCD). Co powoduje, że z tą kamerą nie da się pracować tak długo jak z Sony, przy wykorzystaniu oczywiście oryginalnych akumulatorów oferowanych przez producentów.
Jest jednak na to pewien sposób, zakup największego akumulatora Canon’a BP-941, który daje już duży komfort pracy i który ma pojemność 4.6Ah albo zakup akumulatora firmy ROWI o symbolu 6402 o pojemności aż 5.5Ah. Taki akumulator kosztuje ok. 425zł. w pewnej polskiej firmie wysyłkowej.
Tylko mała uwaga w przypadku ROWI: pewne typy ładowarek, podczas ładowania tego akumulatora potrafią wyłączyć się po ok. 3-4 godz. Spowodowane jest to tą dużą pojemnością akumulatora, w związku z tym i długim czasem ładowania. Należy wówczas wyłączyć taką ładowarkę z sieci i ponownie włączyć, bądź odłączyć na chwilę akumulator. Wtedy ładowanie trwa nadal. Nazwałem to ładowaniem „na 2 raty”. Ale korzyści z pracy z takim akumulatorem są naprawdę duże. Maksymalny, TEORETYCZNY czas pracy z takim akumulatorem sięga 6 godz., zaś modelu Canon BP-941 już tylko 5 godz, ale to tylko teoria, w praktyce to faktyczny czas realizacji nagrania przekracza 60%, wg producenta przy pracy z BP-941 czas wynosi 3godz. i 5min. Tak więc faktyczny czas pracy dla ROWI przekracza 3godz. i 40min.
Nie wiem tylko jak wygląda sprawa związana z żywotnością tych dwóch modeli akumulatorów, ale cena jest tutaj dużo większym argumentem. Jednak osoby mające większe zaufanie do Canon’a i tak zdecydują się na jego produkt. Dodam tylko, że BP-941 kosztuje ok. 800zł. Tak więc akumulator ROWI o pojemności 5.5Ah mamy za niewiele więcej niż kosztuje oryginalny BP-915 o poj. 1.35Ah.
Szkoda tylko, że w przypadku konwertera szerokokątnego WD58 nie jest już tak wesoło. Kosztuje on aż 1200zł co jest lekką przesadą i zastanawiam się czemu aż tyle, przecież nasadki innych firm są wielokrotnie tańsze. Jak dotąd nie spotkałem się z żadnym zamiennikiem.
PODSUMOWANIE:
Mimo tych wielu wad, które wyżej przedstawiłem i tak ten model jest poważnym konkurentem. Wcale nie ustępuje jakością obrazu ani dźwięku. Wręcz przeciwnie, w pewnych warunkach sprawdza się nawet lepiej. Dotyczy to przede wszystkim przy pracy w słabym oświetleniu, gdzie obraz z np. Sony TRV900, VX9000 i VX1000 jest już znacznie zaszumiony i mało nasycony, Canon XM1 ma wówczas mało widoczny szum i bardziej nasycone kolory. Ogólnie to XM1 daje dość ciepłe i nasycone obrazy, przepięknie wyglądają kadry z zielonymi kwiatami. Gdzie zieleń sprawia wrażenie żywej. Takie samo odczucie mamy pracując z Canon’em XL1 jak również Panasonic’iem DX100/110 i DX1. Jest to pozytywny efekt i przyjemnie się to ogląda.
Kamera zapewnia dużą rozdzielczość, przekraczającą 500 linii w poziomie.
Jest wygodna a logiczne rozmieszczenie przycisków sprawia, że nawet w trybie pełnym MANUAL, pracuje się z przyjemnością, wszystko mamy pod ręką. Dodatkowym atutem, w nietypowych ujęciach, są przyciski REC Start/Stop, ZOOM i PHOTO umieszczone dodatkowo w rączce. Prędkość Zoom’u wybieramy przez menu, jedną z trzech możliwych. Takie rozwiązanie spotykamy jedynie w poprzednim modelu tej firmy XL1. Duży plus dla Canon’a. Żeby skorzystać z tych dogodności używamy ekranu LCD, który w tym przypadku nie jest już tak atrakcyjny jak w Sony. Jego dość mała, jak na dzisiejsze czasy, rozdzielczość, tylko 122 tys. pixeli i mała intensywność sprawia, że w warunkach zewnętrznych jest mało użyteczny. Natomiast wewnątrz sprawdza się idealnie. Dużo lepiej pracuje się z wizjerem (180tys). Jest większy niż w TRV900 (okular), wygodniejszy i mniej kontrastowy. Docenią to ludzie, którzy dość długo pracują ze sprzętem. Małe, kolorowe i mocno kontrastowe wizjery Sony’ego szybko męczą oko.
Kamera jest wyposażona w wejście DV, co przydaje się przy montażu nieliniowym. Nie wiem tylko dlaczego model XM1 ma zablokowane wejścia analogowe. Ten sam model w wersji NTSC o symbolu GL1 ma takie wejścia.
Dostępne są również funkcje Insert i AudioDubbing, których niestety nie ma w XL1.
NA KONIEC:
Celowo nie zamieszczałem typowych opisów, o tym jakie dana kamera ma wyposażenie, efekty, ile waży albo o jej imponującym wyglądzie i solidnym wykonaniu. O tych rzeczach myślę, że większość wie. Są jednak sprawy, o których dowiadujemy się dopiero po dłuższym użytkowaniu, kiedy dogłębnie poznamy model. Właśnie o tym miał być ten artykuł.
Nie wspomniałem nic o rzekomo występującym, w niektórych modelach, zjawisku zazielenienia pewnych partii obrazu w bardzo słabym oświetleniu. Ale to jest zupełnie inna historia i spotykana tylko w nielicznych modelach.
Na pytanie, które zadałem na początku: „Czy słusznie?”. Odpowiadam: TAK.
Modele, które minimalnie mogą przewyższać możliwościami Canon’a XM1, maksymalnie przegrywają pod względem cenowym. Podczas gdy dla filmowca jakość, trwałość i cena ma największe znaczenie. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze to „coś”, czym XM1 z pewnością się charakteryzuje.

